Kolejna postępowa gazetka europejska nas obsmarowała. Mainstreamowe media jakoś to przegapiły (chyba?). Zresztą trudno im się dziwić, kto by w końcu nadążył za paszkwilami o Polsce produkowanymi na pęczki w Europie Zachodniej.
Ale szacowna "International Herald Tribune", zresztą piórem jakiegoś pana z mającego już doświadczenie w obsmarowywaniu Polski francuskiego "Le Monde", napisała parę bzdur tak straszliwie głupich, że aż szkoda byłoby nie zacytować. Tekst popełniony przez "Trybunkę" przyciąga już samym niezwykle oryginalnym tytułem "Polowanie na czarownice w Polsce". A potem jest już coraz ciekawiej.
Na początek pan trzasnął sobie uroczą definicję, żeby wiadomo było, o czym jest tekst. Pozwolę sobie przytoczyć ją w oryginale, bo każde tłumaczenie zabiłoby jej wielki sens: The Poles call it the law of lustration, a term meaning ritual purification; the word has strong connotations of repentance and penitence in Poland, where history and Catholicism are so closely intertwined.
No, to już wiemy, o czym będzie, jedziemy dalej. A dalej jest krótkie streszczenie, kogo dotyczy i jak wygląda lustracja - mniej więcej zgodne z faktami. Następnie zaczyna się część ocenna: This mad law, which is creating uproar in the European Union, makes the McCarthyites of the United States in the 1950s look like amateurs at the practice of anti-Communism. Niezwykle celne porównanie. Ciekawe, czy gazetka ma już kandydatów na polskich Rosenbergów. Jak już ich wytropi (a w dziennikarstwie śledczym Europejczycy mają wielkie zasługi, więc wytropi na pewno), to miejmy nadzieję, że zdąży biedaków ostrzec, zanim wstrętne kaczory dokonają dekapitacji. Albo czegoś jeszcze ciekawszego, skoro McCarthy to przy Kaczyńskich amator.
OK, dalej: Many Poles consider the law to be unconstitutional because it requires citizens to prove that they did not do something. It may be quashed by the Constitutional Court, which will deliver its verdict in May. No proszę, chyba ktoś tu gadał z Żakowskim. Tyle że Żakowski i Milewicz to jeszcze nie many Poles. Poza tym jak słyszę many, to od razu pytam HOW many?. Liczby poproszę. Many Poles to może sobie pisać francuski gimnazjalista, a nie szef "Le Monde diplomatique".
Na koniec jeszcze pan z "IHT" dorzuca parę ogólników o homofobicznej ustawie, Macieju Giertychu i o tym, że kraje postkomunistyczne ukrywają przed światem swoją nostalgię w stosunku do okresu międzywojnia, kiedy to rasizm u nas kwitł i miał się dobrze. I że jesteśmy wstrętnymi egoistami, bo tarczy antyrakietowej nie chcemy konsultować ani z UE, ani z NATO. Konkluzja do tego ostatniego: Which goes to show that paranoia in politics can lead not only to spiritual atrophy but also to a special form of treachery.
Co ciekawe, przestają nas też kochać amerykańskie media. Dziwnym zbiegiem okoliczności podobny tekścik tego samego dnia ukazał się w "The Boston Globe".
Jeśli ktoś sobie pomyślał co innego, wyjaśniam: daleko mi do Kaczyńskich. Ale głupoty nie znoszę bardziej. Ot, takie dziwactwo.





